czwartek, 24 stycznia 2013

Rozdział 4



Weszłam po schodach na górę i wzięłam z szafy wygodniejsze ciuchy. Jednak moją uwagę przykuł leżący na łóżku tajemniczy pakunek. Odwinęłam delikatną folię w którą był zapakowany. W środku było ubranie z karteczką:

  ,,Od teraz jest to wasz mundurek szkolny. Musicie go nosić w każde dni szkolne, bez wyjątku”
                                                                                                                                             Dyrektor Młochowski

-Super- mruknęłam jednak pocieszyłam się tym, że na łóżku Mary leży identyczny pakunek, więc pocierpimy razem.
                Wiem, że jest to trochę egoistyczne z mojej strony, jednak założyłabym wszystko, tylko nie jakiś kiczowaty mundurek szkolny. Ale cóż, raczej wyjścia nie miałam.
                W złym humorze wzięłam ubrania i poszłam do łazienki by się przebrać. Po chwili wyszłam przebrana w wiśniowy sweterek w białe serca i luźne jeansy. Do tego założyłam czarne adidasy. Rozczesałam włosy, i zeszłam na dół.
                Stanęłam w holu czekając na resztę rodziny. Oparłam się o drzwi, i zaczęłam myśleć na temat tego co może się wydarzyć. Nie chciałam okazywać po sobie tego, jak bardzo się bałam. Zamknęłam oczy. Po dzisiejszym dniu byłam strasznie zmęczona, a jutro szkoła i chciałabym się wyspać.
                Jednak, jak widać nie było mi dane wczesne położenie się spać. Otworzyłam oczy, gdy poczułam, jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu. Otworzyłam oczy. Stała przede mną mara w tym samym stroju co wcześniej. Rozczesała i rozpuściła jedynie włosy, które teraz opadały jej kaskadą na plecy.
-Wszystko dobrze?- zapytała wyraźnie zatroskana.
-tak, po prostu jestem strasznie zmęczona- odparłam uśmiechając się do niej.
                Przez chwilę stałyśmy w milczeniu. Nie była to taka krępująca cisza, lecz przyjemna. I tak wiedziałyśmy, o czym myśli druga. Ja z Marą rozumiałyśmy się bez słów. Mara od razu dostrzegała, gdy coś mnie trapi. I tk było i tym razem. Wiedziała, że potrzebuję trochę ciszy by wszystko przemyśleć.
-To jak, gotowe?- zapytał tata wchodząc wraz z mamą i babcią do przedpokoju.
                Każdy potwierdził, i po chwili wszyscy mieliśmy na sobie płaszcze. Jednak gdy kierowaliśmy się do wyjścia babcia odciągnęła mnie na bok.
-Muszę cię przed czymś przestrzec- zaczęła- jak wiesz, dołączycie do klanu. Jednak musicie wiedzieć że Malevolent- tu przerwała i widząc moją minę dodała- tak, to jest nazwisko. No więc nie jest on zbyt pogodny i łaskawy. Gdybyś zaczęła zadawać się z kimś z innego klanu mógłby cię wyrzucić, a wtedy byłabyś w jednym wielkim niebezpieczeństwie. Więc uważaj na siebie, i Marę.
                Po tych słowach, skierowałyśmy się w stronę samochodu skąd wołała nas moja mama. Zajęłam w milczeniu miejsce koło kuzynki, i ruszyliśmy w drogę.
                                                           
                                                                    ***
                Wyjechaliśmy z San Francisko, i zatrzymaliśmy się na kompletnym odludziu przed niewielkim wiejskim domkiem.
                Jego ściany były tak brudne, że nie potrafiłam ocenić w jakim są kolorze. Większość z jego brązowych, porośniętych mchem dachówek odpadała. W tym domu na pewno nikt nie mieszkał.
-To na pewno tutaj?- zapytała się Mara patrząc wymownie na dziurę w dachu zatamowaną wielkim workiem.
-To tutaj- powiedziała babcia i pchnęła wypadające z zawiasów drzwi.
                W środku było strasznie ciemno. Ledwo co udało mi się dostrzec kontury członków mojej rodziny, i większych mebli. Babcia jednym zgrabnym ruchem nadgarstka zapaliła jedną, niewielką świeczkę znajdującą się na drewnianym stoliku.
                Dopiero teraz trochę światła było w domku. Wszystko tu było poprzewracane i porośnięte mchem jak w horrorze. Trudno było uwierzyć, że kiedykolwiek tu ktoś mieszkał.
                Babcia podeszła do regału na książki, i przez chwilę zatrzymała się przed nim jakby czegoś szukała. Ruchem ręki pokazała nam, byśmy do niej podeszli, co uczyniliśmy. Przez chwilę obserwowaliśmy babcię, która w milczeniu przyglądała się regałowi.
                jednak po chwili staruszka wykonała jakiś ruch w powietrzu, a biblioteczka odsunęła się ukazując schody prowadzące w dół.
-To tutaj- oznajmiła po czym zwróciła się do rodziców- wy dalej nie możecie iść. Ja je poprowadzę.
                Po tych słowach zeszłyśmy po kamiennych schodkach za babcią, zostawiając z tyłu rodziców. Dokuczał nam chłód. Wkrótce schody się skończyły i weszłyśmy do wąskiego korytarzyka, w którym było jeszcze bardziej zimno. Ja wraz z Marą zaczęłyśmy trząść się z zimna.
                Jednak to uczucie ustało gwałtownie wraz ze zmianą scenerii. Weszłyśmy do wielkiej jaskini. Na środku stał wielki drewniany stół, a naprzeciwko niego niewielka platforma obok której stała mała fontanna. Dookoła pomieszczenia stało wiele donic z roślinami, o których istnieniu nawet nie wiedziałam.
                Nad stołem, przy którym siedziało około 20 osób była wydrążona w ścianie jaskini skalna półka, na której rósł wielki tajemniczy kwiat, który liście niczym liany spuszczał w dół. W niektórych miejscach jaskini było widać klejnoty powtykane w szczeliny komnaty. Pod jedną ze ścian stała biblioteczka.
                Na nasz widok jeden mężczyzna siedzący u szczytu stołu powoli się podniósł i powiedział zimnym głosem:
-Cieszę się, że jednak Matyldo przyprowadziłaś dziewczyny. Są gotowe?- zapytał, a kiedy babcia niepewnie pokiwała głową zwrócił się do mnie i Mary- Skoro tak, to chodźcie za mną- powiedział a babci gestem ręki kazał zająć miejsce przy stole.
                Poszłyśmy za nim, rumieniąc się pod wpływem wszystkich osób w Sali wpatrzonych w nas nieprzyjemnych wzrokiem. Wśród nich zobaczyłam, że tylko babcia patrzy na nas pocieszającym wzrokiem.
                Mężczyzna zaprowadził nas na platformę, i zataczając ręką w powietrzu krąg sprawił, że dookoła niej zapaliły się unoszące w powietrzu, ciemnofioletowe ogniki. Spojrzałam na Marę. Nawet nie próbowała ukryć tego, że się boi.
- Jesteście gotowe przyłączyć się do nas?- zapytał Malevolent stojąc przed nami z wrogim wyrazem na twarzy.
-Tak- odparłyśmy bez wahania.
-czy jesteście gotowe uczyć się z nami czarów?
-tak- to również powiedziałyśmy bez zastanowienia.
-czy jesteście gotowe służyć nam bez względu na wszystko i przestrzegać naszych zasad?
                Lecz tu ,,tak” od razu powiedziała tylko mara. Ja się zawahałam. Jednak postanowiłam uczynić tak jak zrobiła to Mara. Najwyżej martwić się będę później.
-Tak- powiedziałam, a gdy to uczyniłam z ogników wystrzeliły fioletowe wiązki światła które nas oplotły.
                Przez chwile miałam wrażenie, że coś unosi mnie do góry. I zresztą nie myliłam się. Spojrzałam w dół, i zobaczyłam, że lewituje. Jednak kiedy nasz ,,kokon” zniknął my upadłyśmy na podłogę. Kiedy podniosłam się z ziemi zobaczyłam, że mam na nadgarstku niewielkie, prawie niewidoczne od razu znamię w kształcie czarnego księżyca.
                Spojrzałam na Marę. Ona tez taki miała.
-Możecie już iść- Powiedział Malevolent- jednak pamiętajcie, że w każdą niedziele widzimy się tutaj, podczas gdy my będziemy mieć zebrania, wy będziecie miały lekcje.
                Jednak chciałam zadać kilka pytań. Lecz nie było nam to dane, bo mężczyzna ruchem ręki przeteleportował mnie, Marę i babcię z powrotem przed wiejski domek, po czym zajęłyśmy z babcią miejsce w samochodzie, w którym siedzieli już nasi rodzice.
                                                                           ***
-Mara!- Wrzasnęłam na początek tego pięknego dnia- Weź chodź zobacz jak ja wyglądam!
                Stałam przed lustrem w mundurku szkolnym. Składał się on z białej bluzki z krótkim rękawem, czarnej kamizelki z logo szkoły oraz czarnej spódniczki. Jednak ja założyłam do tego czarne rajstopy w kratkę i białe conversy. Włosy zebrałam w kok i przyozdobiłam czarną kokardą.
-O co ci chodzi?- Zapytała mnie Mara wchodząc do pokoju- Wyglądamy przecież identycznie. A ty nie masz zamiaru ukryć znamienia?
                Zerknęłam na nadgarstek. Ruda miała racje. Powinnam tak jak ona założyć jakąś bransoletkę która zakryłaby mi znak. Szybko podeszłam do szuflady i naciągnęłam na rękę bransoletkę z białymi zawieszkami w kształcie słoników.
-jestem gotowa- oznajmiłam Marze, po czym obie wzięłyśmy torby z podręcznikami i ruszyłyśmy do szkoły która znajdowała się za rogiem.
                                                                             ***
                Wbiegłyśmy zdyszane do klasy, gdyż wyszłyśmy 15 minut za późno i w rezultacie byłyśmy zmęczone.
-Ładnie to tak spóźniać się na pierwszy dzień w szkole?- zapytała patrząc na nas Rogo nauczycielka historii.
                Kobieta miała krótkie siwe włosy i nosiła okulary połówki. Według mnie powinna być już na emeryturze.
-Przepraszamy- powiedziałyśmy, i zajęłyśmy dwa wolne miejsca na końcu.
                Kiedy usiadłyśmy nauczycielka kontynuowała swój monolog na temat starożytnych budowli. Jednak ja przerabiałam to już w Anglii więc po prostu podparłam głowę i wpatrywałam się w przestrzeń, kiedy coś przykuło moją uwagę.
                W ławce obok siedział ten sam idiota który ostatnio odprowadził mnie pod dom. Postanowiłam go ignorować, i zajęłam się odliczaniem do przerwy. Tępo wpatrywałam się w zegarek i kiedy zabrzmiał dzwonek chwyciłam Marę pod rękę i szybko wyszłam z klasy.
-Myślałam, że zanudzę się na śmierć na tej lekcji- powiedziałam jej ciągnąc ją w stronę stołówki.
                wzięłyśmy tacę, i zaczęłyśmy szukać wolnego miejsca. Przeczesałyśmy wzrokiem stołówkę i postanowiłyśmy zająć miejsce koło 3 dziewczyn z naszej klasy.
-hej, możemy się dosiąść?- zapytała Mara przerywając dziewczyną rozmowę.
                Kiedy usiadłyśmy nasze towarzyszki kontynuowały rozmowę nie zwracając na nas uwagi.
-Daj spokój, to najładniejszy chłopak w całej szkole- zdążyłam wyłapać to zdanie z ust ładnej czarnowłosej dziewczyny. Było one odpowiedzią na pytanie blondynki którego nie usłyszałam.
-O kim mówicie?- zapytała Mara
                Czarnowłosa chwilę rozglądała się po Sali po czym wskazała głową na drzwi wejściowe do stołówki w który stał dobrze znany mi idiota. Myślałam, że oszaleję w towarzystwie tych dziewczyn więc przeprosiłam Marę i ruszyłam do wyjścia by zając już miejsce pod salą, lecz kiedy byłam na schodach prowadzących do korytarza w którym mieściła się sala, ktoś mnie zatrzymał.

---------------------------------------------------------------------------------------------------
No i jest kolejny rozdział. Nie wiem, czy z kolejnym uwinę się do ferii które rozpoczynają się u mnie w sobotę. Jak nie, to kolejny (najprawdopodobniej) dopiero po feriach. Ale więcej informacji dam jutro ;)
Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba ^-^
jednak najbardziej jestem dumna z nazwiska tego faceta w który przepuszczał je do kręgu. Ach, nie ma to jak google tłumacz xD

Rozdział z dedykacją dla Zuzy z mojej klasy :)


środa, 23 stycznia 2013

Rozdział 3



Kiedy Się obudziłam poczułam jak ktoś leży obok mnie, i opiera się o moje plecy. Odwróciłam się, i ujrzałam śpiącą Marę. Można było dostrzec, że płakała. Oczy miała lekko podpuchnięte, a twarz lekko czerwoną. ,,Ta dziewczyna to jest dopiero silna” pomyślałam patrząc z czułością na rudowłosą.
                Starając się jej nie obudzić, wzięłam z szafy ubranie i poszłam do łazienki. Łazienka była mała i przytulna. Z naszym pokojem łączyły ją dębowe drzwi posiadające mosiężną, żelazną klamkę. Posadzka i ściany były w kolorze bardzo jasnego turkusu. Reszta była nieskazitelnie biała.
                W błyskawicznym tempie się przebrałam. Wybrałam czerwony sweterek z wydzierganym na środku uśmiechniętym kaktusem. Do tego wcisnęłam się (cud się stał!) w moje ulubione czarne rurki, z białym paskiem.
                Spojrzałam w lustro. Po moich napuchniętych oczach nie było już prawie śladu. Moje kasztanowe włosy rozczesałam i zarzuciłam za plecy. Lekko się pomalowałam. Pociągnęłam błyszczykiem usta a oczy pomalowałam delikatnie brązowym cieniem, by pasował do moich orzechowych oczu. Do tego założyłam czerwone tenisówki.
                Zadowolona z siebie wyszłam z łazienki, i postanowiłam obudzić śpiącą Marę, choć była dopiero godzina 9. Podeszłam do niej i potrząsnęłam nią lekko chwytając ją za ramiona.
-Co się stało?- zapytała przecierając oczy- wiesz która jest godzina?
-Już po 9- odparłam, i uśmiechnęłam się- chodź, coś nam na dziś zaplanowałam.
                Mara nie odpowiedziała, tylko wstała z łóżka, i biorąc z szafy ubrania skierowała się do łazienki. Pościeliłam łóżku, i położyłam się na nim by w czekaniu na rudą poczytać jakieś czasopismo. Wzięłam do ręki pierwsze lepsze i zaczęłam czytać. Było wprawdzie więcej zdjęć niż tekstu, ale tym razem mi to nie przeszkadzało.
                Po jakiś 15 minutach Mara wyszła z łazienki zwarta i gotowa. Była ubrana w jasnoniebieskie jeansy i żółtą bluzkę w czarne pasy i długim rękawem. Na to zarzuciła czarną kamizelkę bez rękawów. Rude włosy zebrała w kok który przyozdobiła różową kokardką pasującą jej do różowych trampek.
                Musiałam przyznać, że wyglądała ślicznie.
-To dziś robimy?- zapytała mnie roześmiana.
-Proponuję wybrać się na wycieczkę po calutkim mieście- zaproponowałam, i widząc jej minę dodałam- wsiądziemy do tych specjalnych autobusów.
                Po tym zapewnieniu Mara zgodziła się od razu. W świetnych nastrojach zeszłyśmy na dół, gdzie natknęłyśmy się na moją mamę.
-Co wy dziś w takich dobrych nastrojach?- zapytała z uśmiechem.
-Same nie wiemy- odparłam z uśmiechem- idziemy teraz na małą wycieczkę, i w odpowiedzi na jej pytanie czy daleko dodałam- pojedziemy tym autobusem dla turystów.
-Tylko proszę, bądźcie w domu przed dziewiątą- powiedziała i widząc nasze miny dodała- ma to związek z waszymi zdolnościami. Będziecie musiały dołączyć do jednego z klanu. Oczywiście dołączycie do tego, do którego chodzili wszyscy wasi przodkowie. A poza tym jesteśmy zaprzyjaźnieni z jego dowódcą.
                Nie chciałam się sprzeciwiać. Szczerze mówią miałam to w nosie co postanowią. Dziś chciałam jedynie wesoło spędzić dzień z przyjaciółką. A raczej kuzynką. Przez tyle lat była dla mnie przyjaciółką, i teraz trudno mi było myśleć o niej jak o kuzynce.
                Lecz moje przemyślenia przerwała mi Mara ciągnąc mnie za rękę w stronę holu. Narzuciłyśmy na siebie płaszczyki i wyszłyśmy prosto w odmęty deszczowego San Francisko
                                                                                ***
                Zajęłyśmy miejsca w autobusie. Usiadłyśmy na górze, ponieważ nie było tam dachu i mogłyśmy mieć na wszystko doskonały widok. Całe szczęście, że się ociepliło i mogłyśmy zdjąc płaszczyki. Zajęłyśmy miejsca na końcu (sama nie wiem czemu, tak nam jakoś pasowało <3).
                Lecz ledwo ruszyliśmy, a już rozległ się głos przewodniczki, która przywitała nas okrzykiem oznajmiając że ,,Imprezę czas zacząć!”. Myślałam, że już na początku się załamię. Podkuliłam więc nogi i oparłam na nich brodę.
                Nagle pochyliła się nade mną Mara:
-Miałyśmy się dobrze bawić- oznajmiła- pamiętaj, że to ostatni dzień wakacji.
                Dopiero teraz sobie przypomniałam o tym i o podręcznikach szkolnych leżących w walizce. Przyznałam więc rudej racje, i postanowiłam nie przejmować się przewodniczką, która właśnie zachwycała się wiewiórką którą dostrzegła w parku.
                Zaczęłam więc wraz z Marą rozglądać i podziwiać uroki San Francisko. Chyba dopiero teraz dostrzegłam uroki tego miasta. Dookoła w parkach latało wiele motyli. Widziałam też pary siedzące w niewielkich kawiarenkach. Wiele ludzi robiło pikniki.
-O czym myślisz?- usłyszałam rozbawiony głos Mary.
-O wszystkim co właśnie mnie otacza- odparłam i uśmiechnęłam się widząc dwójkę dzieci bawiącą się w piaskownicy.
                Nagle dostrzegłam coś w tłumie osób siedzących w autobusie. A raczej kogoś. Zobaczyłam pewnego jasnowłosego chłopaka z niebieskimi oczami. Opierał się nonszalancko o barierkę w autobusie. Momentalnie się zarumieniłam i odwróciłam wzrok, bo przypomniałam sobie o wpadce w kawiarni.
                Jeździłyśmy tak jeszcze godzinę. Spojrzałam na zegarek, który wyświetlał godzinę 12:30. Miałyśmy jeszcze dużo czasu.
-A może pójdziemy na zakupy?- zapytałam Mary z uśmiechem na ustach
                Ruda entuzjastycznie przytaknęła. Wysiadłyśmy z autobusu, i skierowałyśmy się w stronę sklepu ,,Abercrombie”. Nie wiem ile spędziłyśmy czasu w przebieralni. W końcu Mara wybrała sobie uroczą białą sukienkę. Miała wzorek w czarne kwiatki. Nie miała ramiączek.
                Ja wybrałam sobie podobną, tylko bladoróżową w białę kwiatki, a do tego białe szpilki. Obie byłyśmy zadowolone z zakupu.  Umówiłyśmy się ze sobą, że ubierzemy je gdy tylko nadarzy się okazja założymy nasze zdobycze. Spojrzałam na zegarek. Wskazywał godzinę 16:00.
-Trzeba już wracać- oznajmiła mi ruda, zaglądając mi przez ramię.
-Tak, chodź- powiedziałam, i zaraz sobie o czymś przypomniałam- o kurde! Zostawiłam na przystanku torebkę! Weź mój płaszcz i zakupy, wracaj do domu!
-Nie będzie ci zimno?!- zawołała za mną, lecz ja już jej nie słyszałam bo pognałam w stronę przystanku.
                                                                               ***
                Dobiegłam w końcu na przystanek, lecz nigdzie nie było mojej torebki. Zajrzałam pod ławkę, a nawet do kosza. Pomyślałam, że pewnie ktoś ją zabrał, i że już jej nie znajdę.
                Zrezygnowana usiadłam na chodniku. Oparłam czoło na kolanach i objęłam się za szyję rękami. Zastanawiałam się, czemu ja zawsze muszę być taka roztrzepana. W Anglii nie raz zdażyło mi się czegoś zapomnieć, ale nigdy torebki. Miałam tam telefon, aparat, portfel i inne cenne rzeczy.
                Myślałam, że spalę się ze wstydu. Jak stawię się w domu bez torebki, to mama urwie mi chyba głowę.
-To chyba twoje- usłyszałam męski chłodny głos i spojrzałam w górę.
                Stał nade mną ten sam chłopak, który pomógł mi wytrzeć kawę w kawiarni i którego dojrzałam w autobusie.
-Tak, to moje- odparłam patrząc na swoje tenisówki- dziękuję.
-Nie ma za co- odparł i podał mi torebkę- nazywam się James.
-A ja Rose.
-Miło mi cię poznać- stwierdził, ale jego chłodny ton głosu się nie zmienił- masz 15 lat?
-Tak, a ty?
-Ja mam 16- odparł- najprawdopodobniej będziemy w tej samej klasie.
                Nie odpowiedziałam, bo po prostu nie wiedziałam co. Po prostu wzruszyłam ramionami. Nagle na moich ramionach pojawiła się gęsia skórka. Poczułam na swojej skórze zimny powiew.
-Zimno ci- bardziej stwierdził niż zapytał James, i nie czekając na moją odpowiedź, narzucił mi na ramiona swoją kurtkę.
-Dziękuję-odparłam
-Naprawdę, nie ma za co- usłyszałam głos chłopaka i po raz pierwszy zdawało mi się, że w głosie chłopaka nie było żadnego chłodu, sarkazmu czy ironii.- Wiesz, muszę już iść do domu.
-Odprowadzę cię- i nie zważając na moje protesty poszedł za mną.
                Wsiedliśmy do pierwszego autobusu który jechał w pobliże mojego domu. Nie odzywaliśmy się do siebie przez całą drogę. W końcu stanęliśmy przy furtce prowadzącej do mojego domu. Otworzył przedemną furtkę. PO raz pierwszy poczułam się tak jakbym zyskała przyjaciela.
-To do jutra- powiedział James, i po chwili dodał- przepraszam, że byłem taki zimny. Ja już po prostu taki jestem. Lepiej by dla ciebie było, żebyś o tym wszystkim zapomniała, co się dziś stało. Nie chcę cię później ranić.
                I po tych słowach oddalił się. Nie wiedziałam co powiedzieć. Myślałam, że będzie moim przyjacielem, a zamiast tego… Nie wiedziałam co powiedzieć. Byłam wściekła.
-Skoro tak, to żegnaj.- odpowiedziałam mu chłodno i wchodząc do domu mocno trzasnęłam drzwiami.
                W złym humorze poszłam na górę by spakować się do szkoły, i poczekać na wyjazd z rodzicami.


-----------------------------------------------------------------------------------------------------

No cóż... To jest mój z pewnością najgorszy rozdział!! Połowa powstała w domu, a druga w szkole, na języku Polskim. Sama nawet nie wiem, kto chce czytać te moje wypociny xD
Rozdział z dedykacją dla Klaudii :)

Liebster Awards!!!!!!




               
                Jestem taka szczęśliwa ^^. Napisałam ledwo dwa rozdziały, a tu taka niespodzianka!! Jeszcze nigdy się tak nie zdziwiłam!! xD
No ale co to takiego??

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody, należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Moje odpowiedzi:
1. Co cię natchnęło do pisania bloga?
No cóż, siedziałam na matematyce i w brudnopisie chciałam stworzyć jakieś fajne opowiadanie, No i wymyśliłam właśnie tą historię. A ponieważ uznałam, że pomysł fajny nie chciałam tego przechowywać tylko w zeszycie więc postanowiłam założyć bloga :>

2. Jaką książkę lubisz najbardziej??
Zdecydowanie całą ,,Trylogie czasu”. Jest napisana tak swobodnie, a do tego taaaka romantyczna. :>

3. Czy skrywasz jakiś wielki sekret??
Hmm, czy to aby tylko jeden?? xD

4. Jaki jest twój charakter??
Powiem szczerze, że ja jestem typem optymistki ;) Uwielbiam się śmiać, często dostaje głupawek itp. Jednak jeśli chodzi o pisanie, to jestem jedną wielką pesymistką xD

5. Kiedy najczęściej masz przypływ weny?
Kiedy wygodnie ułożę się z laptopem na łóżku otoczona wieloma podnóżkami. Albo na lekcji religii. xD

6. Czasem masz ochotę rzucić cały świat i wyjechać jak najdalej? Jeśli tak, dlaczego?
Powiem szczerze, że czasami są w moim życiu takie momentu. Najczęściej jak pokłócę się z najlepszą przyjaciółką.

7. Lubisz pisać o swoich uczuciach?

nawet tak, jeśli w taki skryty sposób. W moich opowiadaniach, czasami robię tak, że daję którejś bohaterce moje cechy, i moje problemy. No przynajmniej część. I wtedy jak najbardziej :>

8. Blogi o jakiej tematyce najbardziej ci się podobają?
Najbardziej lubię blogi o tematyce fantastycznej, pod warunkiem że jest to ,,gładko” napisane.

9. Czy tworzenie nierealnych historii sprawia ci przyjemność?

tak, i to wielką. Wtedy mogę przedstawić swój świat, i mogę dodać to, co mi się podoba.

10. Twój ulubiony bohater filmowy?
Zdecydowanie Harry Potter. *-*

11. Co byś napisała w testamencie?
Rodzinie i najbliższym przyjaciółką, na pewno bym dała najcenniejsze dla mnie przedmioty, nie wiem dokładnie co, ale coś na pewno by się znalazło takiego cennego xD.


Blogi które nominuje:

http://fremione-moja-historia.blogspot.com/

http://historia-jakiej-nie-znaliscie.blogspot.com/


http://in-love-with-a-dreamer.blogspot.com/

http://fremione-prawdziwa-milosc.blogspot.com/

http://magical-history-my-life.blogspot.com/
Moje pytania:


       1  Dlaczego zdecydowałaś się założyć bloga?
          2 Czy któremuś z bohaterów nadałaś trochę swoich cech?
3 Jeśli miałabyś ocenić swojego bloga, co byś mu dała?
4 Jaki jest twój ulubiony aktor?
5 Czy startowałaś/eś kiedyś w jakiś konkursach dotyczących pisowni?
6 Masz jakieś zwierzę, jeśli tak, to jakie?
7 Jeśli dostałabyś jednorożca, jakbyś go nazwała?? xD
8 Jakie jest twoje ulubiona fantastyczne zwierze?
9 Jaki jest twój ulubiony gatunek literacki?
10 Czy byłaś/eś już kiedyś nominowana/y do Liebster Awards?
11 Gdybyś mogła/mógł na jeden dzień zamienić się w swoją ulubioną gwiazdę, kogo byś wybrała/wybrał??